Testowanie wszystkiego to nie growth
W wielu firmach „robimy growth” oznacza, że marketing co miesiąc próbuje nowego kanału. Reklamy na LinkedIn, webinar, nowy landing page, newsletter, wszystko naraz. Po kwartale nikt nie wie, co zadziałało, bo zmieniło się pięć rzeczy jednocześnie, a żadna nie miała zapisanej hipotezy ani kryterium sukcesu.
Jak układam proces eksperymentów
Zaczynam od modelu wzrostu: gdzie na drodze od pierwszego kontaktu do umowy firma traci najwięcej. Tam szukam pomysłów, bo poprawa wąskiego gardła daje najwięcej. Każdy pomysł trafia do backlogu z oceną wpływu i kosztu. Testujemy po kolei, z zapisaną hipotezą i decyzją. Po kilku miesiącach firma ma nie tylko wyniki, ale też dziennik wniosków, który zostaje w organizacji.
Growth dobrze łączy się z RevOps, które daje dane do pomiaru. Jeśli problem jest większy niż pojedyncze kanały i firma przestała rosnąć, zobacz skalowanie firmy B2B i stronę o tym, co zrobić, gdy wzrost firmy stanął.

