Dlaczego outsourcing marketingu często zawodzi
Firma oddaje marketing agencji, bo nie ma czasu ani kompetencji, żeby prowadzić go sama. To rozsądna decyzja. Kłopot zaczyna się wtedy, gdy razem z wykonaniem oddaje też myślenie: cele, priorytety i ocenę wyników. Agencja sama ustala, co robić, sama raportuje efekty i sama ocenia, czy było dobrze. Nikt po stronie firmy nie ma wiedzy, żeby to zakwestionować.
Hasło „outsourcing marketingu” prowadzi zwykle do stron agencji. Ja zajmuję w tym układzie inne miejsce: jestem po stronie firmy.
Jak układam outsourcing, żeby działał
Zaczynam od tego, co powinno zostać w firmie. Wiedza o klientach, relacje z kluczowymi kontami i decyzje o pozycjonowaniu rzadko dają się oddać bez strat. Resztę, czyli kampanie, treści, grafikę, SEO i technologię, można powierzyć wykonawcom. Potem wybieram model z tabeli niżej, piszę briefy, prowadzę wybór agencji albo specjalistów i ustalam jeden sposób raportowania dla wszystkich.
Nadzór, czyli to, czego zwykle brakuje
Po uruchomieniu co tydzień przeglądam pracę wykonawców, a co miesiąc łączę ich raporty z danymi sprzedaży. Jeśli kanał nie dowozi, przesuwam budżet. Jeśli wykonawca nie dowozi, zmieniamy go na warunkach zapisanych w umowie. Dla zarządu oznacza to jedną osobę, która odpowiada za cały outsourcing. Gdy firma dojrzeje do własnego zespołu, pomagam przejść do modelu z własnym działem marketingu.

